WegeMaluch.pl

FB TW G+ Zarejestruj Rejestacja / Login

Artykuły

Jak nazywać narządy płciowe

nazywanie czesci intymnychO nazywaniu narządów płciowych napisano już wiele książek, również tych dla dzieci. „Wielka księga cipek” i „Wielka księga siusiaków” (Wydawnictwo Czarna Owieczka, autorzy: Dan Höjer, Gunilla Kvarnström) miały nie lada wpływ na wygrzebanie tematu na światło dzienne. Czy to jednak wpłynęło na nasze zapatrywania dotyczące nazywania w obecności dzieci ich i naszych narządów płciowych? Mówimy o nich swobodnie czy z zażenowaniem? Jaki mamy stosunek do własnych narządów płciowych? Jak reagujemy na nazewnictwo usłyszane w innej rodzinie, gdy nie przystaje do naszego?

Gdy chcemy rozmawiać o tym jak nazywać narządy płciowe dzieci, jakiego nazewnictwa ich uczyć musimy sobie odpowiedzieć najpierw na powyższe pytania. Odpowiedzi na nie mają bowiem niebagatelny wpływ na podejmowane przez nas w tej kwestii decyzje. Oczywiście bardzo duży wpływ na stosowane słownictwo ma wychowanie, doświadczenia życiowe, a nawet doświadczenia seksualne.

Bywa, że rodzice chcą być nader postępowi i używają nomenklatury ze słownictwa dorosłych: np.: pochwa i penis. Są zadowoleni, że dziecko używa takich właśnie sformułowań. Jednak sami używając tych słów publicznie ściszają głos, krępują się, mają poczucie, że penis i pochwa ich niejako odsłaniają, jakby byli w gabinecie ginekologicznym. Dzieci natychmiast wyczuwają taki niejasny komunikat i szybko wypraktykują w obecności innych dorosłych reakcje na te terminy, błyskawicznie zorientując się, że budzą zmieszanie, zażenowanie. Mogą nawet zostać skarcone przez innych dorosłych. Czy zatem taka odwaga w nomenklaturze, za którą nie idzie wewnętrzna internalizacja ma sens?

nazywanie czesci intymnychO nazywaniu narządów płciowych napisano już wiele książek, również tych dla dzieci. „Wielka księga cipek” i „Wielka księga siusiaków” (Wydawnictwo Czarna Owieczka, autorzy: Dan Höjer, Gunilla Kvarnström) miały nie lada wpływ na wygrzebanie tematu na światło dzienne. Czy to jednak wpłynęło na nasze zapatrywania dotyczące nazywania w obecności dzieci ich i naszych narządów płciowych? Mówimy o nich swobodnie czy z zażenowaniem? Jaki mamy stosunek do własnych narządów płciowych? Jak reagujemy na nazewnictwo usłyszane w innej rodzinie, gdy nie przystaje do naszego?

Gdy chcemy rozmawiać o tym jak nazywać narządy płciowe dzieci, jakiego nazewnictwa ich uczyć musimy sobie odpowiedzieć najpierw na powyższe pytania. Odpowiedzi na nie mają bowiem niebagatelny wpływ na podejmowane przez nas w tej kwestii decyzje. Oczywiście bardzo duży wpływ na stosowane słownictwo ma wychowanie, doświadczenia życiowe, a nawet doświadczenia seksualne.

Bywa, że rodzice chcą być nader postępowi i używają nomenklatury ze słownictwa dorosłych: np.: pochwa i penis. Są zadowoleni, że dziecko używa takich właśnie sformułowań. Jednak sami używając tych słów publicznie ściszają głos, krępują się, mają poczucie, że penis i pochwa ich niejako odsłaniają, jakby byli w gabinecie ginekologicznym. Dzieci natychmiast wyczuwają taki niejasny komunikat i szybko wypraktykują w obecności innych dorosłych reakcje na te terminy, błyskawicznie zorientując się, że budzą zmieszanie, zażenowanie. Mogą nawet zostać skarcone przez innych dorosłych. Czy zatem taka odwaga w nomenklaturze, za którą nie idzie wewnętrzna internalizacja ma sens?

jak mówić

kobieta tylemJak mówić o narządach płciowych?

Znam dziewczynkę, która używała słowa penis mając 3,5 roku, czym często wzbudzała ogromne, acz niekoniecznie przychylne zainteresowanie otoczenia. Gdy chciała wprawić rodziców w zakłopotanie, by ukarać ich za to, że nie chcą kupić jej jakiejś zabawki, stawała na środku sklepu i zaczynała swoją improwizowaną piosenkę o penisowym drzewku, na którym rosną penisy. Jej cienki perlisty głos niósł się po salach sklepowych, a rodzice zawstydzeni z rumieńcami na twarzy cedzili: bądź cicho! W końcu dla świętego spokoju kupowali upatrzoną przez dziewczynkę zabawkę i szybko opuszczali supermarket. Zatem łatwo się domyśleć, że terminy, których chcemy używać wraz z dzieckiem określające narządy płciowe, powinny być przede wszystkim nazwami, które są nam bliskie, których się nie wstydzimy.

Niebagatelne znaczenie ma również nasza osobista „komunikacja” z naszymi narządami płciowymi. Celowo użyłam słowa komunikacja, ponieważ nazywanie ich jest niejako konsekwencją naszego stosunku do nich, który może być: oficjalny, czuły, delikatny, szorstki, pieszczotliwy, medyczny, infantylny, przyjacielski, unikowy, seksualny, fizjologiczny itd.

naga kobietaZależnie od naszych relacji z naszymi narządami dobieramy odpowiednie słownictwo. Kobieta/matka, może zależnie od jej stosunku do swoich genitaliów, nazywać je: pochwą, cipką, kuciapką, pusią, pierożkiem, kwiatuszkiem, myszką, muszelką, waginą, pipką, sromem, szparką, kreską, brzoskwinką, broszką, kobiecością, bułeczką, łonem itp. Po przeczytaniu tych terminów niejedna kobieta powie: o nie, to nie dla mnie, a ta nazwa jest w porządku, a ta jest mi bliska. Polecam spróbować nazwać swoje genitalia na próbę jednym z tych terminów i niejako „porozmawiać” ze swoimi narządami płciowymi z użyciem tej konkretnej nazwy. Wtedy łatwo można zauważyć, że niektóre z tych terminów są bardziej neutralne, inne kojarzą się z czymś zupełnie innym niż narządy płciowe, czymś do jedzenia, tak jakby odsuwały naszą uwagę, jakby były ucieczką od tego, czym nasze narządy w rzeczywistości są i do czego nam służą. To przypomina trochę zwracanie się do siostry per siostra, a nie jej imieniem, tak jakby uwikłanie rodzinne nie pozwalało nam spojrzeć na nią jako całkowicie indywidualną odrębną osobę. Nie ma w tym oczywiście niczego złego, ale trochę wpływa na dobór słownictwa.

'wstydliwe' terminy

Przyjrzyjmy nagi czlowiek 2się jeszcze terminom jakich mogą użyć mężczyźni/tatusiowie w kontakcie ze swoim narządem płciowym: penis, parówka, fiutek, różdżka, klejnoty, fujarka, siusiak, członek, prącie, jajka, wąż, fallus. Celowo zarówno w przypadku Pań jak i Panów pominęłam słowa uznane za wulgarne, ponieważ z oczywistych względów uważam je za niestosowne w ustach dziecka i powinny zostać zachowane wyłącznie do intymnych kontaktów z partnerem/partnerką i za jej/jego zgodą.

Mam poczucie, że znacznie więcej panów niż pań mogłoby pochwalić się „rozmowami” ze swoimi narządami płciowymi. Być może z racji większej zewnętrznej reprezentacji tychże u mężczyzn. Słownictwo jakiego chętniej używają mężczyźni do nazywania swoich genitaliów częściej wiąże się z seksem, z dodawaniem sobie animuszu w sprawach łóżkowych lub dumą z posiadanego narządu.

Kobiety znacznie częściej chowają się za delikatnymi wręcz infantylnymi nazwami, które uciekają od spraw seksualnych i raczej odnoszą się kształtem i wyglądem do narządów i zupełni nie opisują ich funkcji oraz nie są zarezerwowane wyłącznie dla tych narządów. I tu widać ogromny wpływ wychowania odmiennego dla chłopców i dziewczynek. Rzecz w tym, żeby spośród tych i innych nazw genitaliów starać się wybierać te, za pośrednictwem których łatwo komunikujemy się ze swoimi narządami, nie są wulgarne i w jakiś sposób określają funkcję lub są przypisane tylko do tego organu. Dzięki temu dzieci będą widziały autentyczność w wymawianiu tych słów przez swoich rodziców, nie będą miały poczucia wstydu z powodu ich stosowania i będą się czuły pewnie.

kiedy rozmawiać

dziecko i piersKiedy rozmawiać o częściach intymnych naszego ciała?

Gdy już dobierzemy odpowiednie terminy to jak długo powinniśmy czekać na ich użycie w obecności dziecka? Kiedy uczyć je nazywania genitaliów? Nie ma lepszego momentu niż narodziny dziecka. Od pierwszych chwil, dni, miesięcy myjąc, kąpiąc, przewijając możemy używać słów, które nam odpowiadają. To nie znaczy, że mamy fiksować się na nazywaniu narządów płciowych dziecka by szybko zapadła mu w pamięci konkretna nazwa. Jednak rodzice, gdy już ustalą nomenklaturę stosowną dla ich malucha i bliską im samym, powinni swobodnie używać jej w domu w stosunku do własnych i dziecka narządów płciowych wtedy gdy zachodzi taka konieczność.

Pamiętajmy jednak, iż może się zdarzyć, że wasze dziecko odwiedzi w domu kolegę lub koleżankę, który używa innej nazwy narządu, bardziej lub mniej dla was swoistej. Czy wtedy powiemy naszemu dziecku, że ta nazwa nie jest właściwa? Oburzymy się? Okażemy dezaprobatę? Pamiętajcie, że dziecko będzie wzorowało się na waszej reakcji. Zawsze możecie powiedzieć, że ludzie różnie nazywają genitalia i każdy robi to tak, jak mu najładniej brzmi, jak mu pasuje i że nie ma w tym nic złego. A jeśli dziecko użyje wulgarnego terminu, to śmiało i otwarcie powiedzcie, że wolicie własną nazwę i nie epatujcie zgorszeniem. Dzięki temu maluch szybko o nim zapomni, bo skoro nie wzbudza wielkich emocji, to nie jest wart zainteresowania.

tamara kurowska, psycholog


Tamara Kurowska, studiowała Psychologię Kliniczną Dziecka na UW, została muzykoterapeutką. Gotująca z przyjemnością weganka. Aktywistka na rzecz równości, otwartości i tolerancji społecznej. Wystarczająco dobra mama 3,5-letniej Klary.

 







Cieszymy się, że tu trafiłaś / trafiłeś.

Prowadzimy prace nad przygotowaniem wersji mobilnej portalu wegemaluch.pl

Ta wersja platformy mobilnej jest w fazie testów! Prosimy o cierpliwość! (niektóre funkcje mogą nie działać w tej chwili)

 

Wegemaluch.pl Udostępnia materiały na licencji CC BY-NC-ND 4.0 Międzynarodowe. Materiały nieoznaczone CC BY-NC-ND 4.0 - Copyright by WegeMaluch.pl & MagYa 2011-2014. All rights reserved.

Wróć na górę

O Wegemaluch    O Nas    Regulaminy    Polityka Prywatności    Reklama    Promocja    Patronat    Admin    Kontakt    Faq    RSS    Toolbar

coffe Jesteś pewny by przełączyć w wersję dla komputerów stacjonarnych PC?